środa, 28 stycznia 2015

Rozdział 13

*Miley*
-Haryyy!!!!!!- krzyknęłam... lecz on już nie zareagował.....
Jak najszybciej podbiegłam do niego łapiąc go za głowę. Była cała zakrwawiona. Łzy leciały mi jak z wodospadu. 
-Dzwońcie na pogotowie!!- krzyknęłam do reszty
-Danielle już dzwoni- Powiedział Liam. Po 5 minutach zjawiła się karetka. 
-Proszę się odsunąć!- krzyknął do mnie lekarz a ja nie chciałam odejść. Dopiero Louis mnie zabrał z tego miejsca. Zabierali go do wozu.
-Nagle ona wyskoczyła mi na ulicę a później on...- tłumaczył kierowca który przejechał Harrego. A ja się wściekłam.....
-Że co?! Trzeba było patrzeć czy na pasach ktoś nie łazi! Ślepoto jedna!- chciałam już mu przywalić lecz Louis znowu mnie pociągnął
-Jutro poproszę pana oraz panią na komisariat.- wskazał na mnie i na tego cholernego dupka.
-Jedziemy do szpitala!- krzyknęłam do chłopaków.
-Powinnaś odpocząć... Jutro do niego zajrzymy- powiedział Zayn. No nieee... tego już za wiele!
-Że co?! Zayn czy ty siebie słyszysz?! To twój przyjaciel! Nawet nie wiesz czy przeżyje! Widziałeś w jakim on był stanie?! Louis proszę cię jedź ze mną.
-No dobrze- wsiedliśmy do samochodu bruneta i odjechaliśmy w kierunku do szpitala. Byłam cała zapłakana i roztrzęsiona. Nie wyobrażam sobie jakby Harry nie przeżył.... Po 10 minut byliśmy na miejscu. Ja od razu wyskoczyłam z auta i pobiegłam w stronę recepcji.
-Harry Styles przed chwilą tutaj trafił. Miał wypadek. Samochód go potrącił. Mogę się dowiedzieć co z nim i gdzie w tej chwili jest?- zapytałam jednych tchem.
-Pan Styles ma teraz operację na 3 piętrze numer pomieszczenia to 23.
-Dziękuję.- od razu pobiegłam w kierunku schodów. Nie miałam czasu na stanie w windzie. Louis za mną biegł. Gdy znalazłam salę na której był operowany Harry nie widziałam nikogo na korytarzu. Pewnie wszyscy tam są...
-Odpocznij trochę- powiedział Louis. Usiadłam. Byłam załamana. Czekaliśmy tak z 2 godziny z Louisem aż ktoś wyjdzie z sali. Zaczynałam się robić nerwowa. Wreszcie wyszedł pewnie lekarz.
-Co z nim? Przeżyje?- zapytałam
-Operacja jeszcze nie skończona... Są słabe szanse na to czy przeżyje. Można powiedzieć że ma "rozwaloną" czaszkę na tylnej stronie. 
-A... jeśli przeżyje... to straci pamięć?
- Raczej nie. Ale i tak trudno nam zapanować nad tą sytuacją. Staramy się z całej siły. Niech pani będzie dobrej myśli.- powiedział lekarz i wrócił na salę operacyjną. A ja? Myślałam że zemdleję na słowa lekarza "są słabe szansę na to czy przeżyje"...  Nie.. on musi żyć.. Ja... ja nie wiem co zrobię jak jego już... Nie będzie.... W tej chwili uświadomiłam sobie że on jest dla mnie BARDZO ważny. Jaka ja byłam głupia... On coś do mnie czuł a ja go odtrąciłam... Jak go stracę to będę żałować do końca życia! Płakałam... strasznie płakałam... Jak Lou to widział to od razu podszedł i mnie przytulił.
-Miley... będzie dobrze..
-A jak nie? A jak go stracimy Louis?- zaczęłam bardziej płakać.. Czekaliśmy znowu z 1,5 godziny. Wyszedł lekarz...
-Bardzo mi przykro..- 3 słowa...... tak bardzo bolały.... straciłam.... straciłam go..... mojego Harrego.... STRACIŁAM! DLACZEGO?! DLACZEGO ON A NIE JA?! Nagle czułam jak słabnę Lou mnie podniósł.. Później szłam.... korytarzem.. słyszałam krzyki Lou
-Jak to?! Nie umiecie już ratować ludzi?! Jak to nie żyje?!- krzyczał.... a ja szłam.. wyszłam... i szłam... Łzy leciały mi z oczu.. Weszłam do domu chłopaków.
-Miley? Miley co się dzieję?! Co z Harrym?!- krzyczał Liam
-Nie ma go... nie żyje...- powiedziałam ledwo słysząc... widziałam tylko wielkie zaskoczenie na twarzach...a ja poszłam do łazienki... po co w akurat do niej? Bo tam mi coś pomoże... Żyletka... krew.. cięcia... ból... nie ma go.... Harry....
-Harryyyy!!!- zaczęłam krzyczeć i płakać.. nic się dla mnie nie liczyło nic!! Zayn wszedł do łazienki
- Przynieście bandaż!- krzyknął do reszty a ja dalej płakałam.- Miley... wszystko będzie w porządku..- wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Zawijał mi rękę a mi co raz bardziej się oczy zamykały....

Obudziłam się..... Oczy były opuchnięte... ręka bolała.. a ja? Załamana... Harrego już nie ma...
..Teraz wiem jak ja go... kocham... tak kocham go.... zakochałam się.... Słyszałam na dole dźwięk telefonu. Nie miałam ochoty schodzić ani odbierać. Niall odebrał. Po 5 minutach wskoczył mi do pokoju
-Miley! Fałszywy alarm! Harry żyje! Rozumiesz żyje! Jego serce bije Miley!- Żyje... Harry... żyje. Od razu wyskoczyłam z łóżka i nawet nie było dla mnie ważne że jestem wczorajszych ubraniach.
-Jedziemy do szpitala!- krzyknęłam i tym razem wszyscy jechaliśmy. Pobiegłam do recepcji.
-Harry Styles. Numer sali bardzo proszę.- poprosiłam panią za barierką.
-2 piętro numer 15.- od razu pobiegłam po schodach na drugie piętro. Znalazłam salę oraz lekarza.
-Dzień dobry.- powiedziałam
-Dzień dobry. Bardzo przepraszam za całe zamieszanie. Podczas gdy pani i pani kolega wyszliście to maszyna dała znak że pacjentowi bije serce. Dokończyliśmy spokojnie operację i przeżył- uśmiechnął się
-Mogę do niego wejść?
-Ale na chwilkę. I proszę go nie budzić. Teraz śpi.- weszłam do sali. Harry leżał na łóżku. Głowę miał zawiniętą bandażem i miał kilka zadrapań na ciele. Jak zobaczyłam w jakim on jest stanie łza poleciała mi po policzku. A on to zrobił dla mnie... By mnie ratować... Usiadłam na krześle obok łóżka. Delikatnie wzięłam rękę Harrego. Czułam jak się rusza. Chyba się budzi.
-Miley?- zapytał Harry ledwym głosem
-Harry... Dlaczego? Dlaczego zaryzykowałeś swoje życie dla mnie?- kolejna łza mi poleciała po policzku
-Musiałem...
-Mogłeś umrzeć!
-Nigdy bym nie żałował oddać swego życia dla ciebie.. Miley... Ja cię kocham... nie wyobrażam sobie życia bez ciebie rozumiesz? Dlatego.. dlatego to zrobiłem..- Harry mnie kocha? On mnie kocha... zrobił to z miłości do mnie.... Kolejna łza mi wyleciała z oka...
-Harry... kiedy lekarz mi powiedział że niby umarłeś.... byłam załamana... wtedy zdałam sobie sprawę że jesteś dla mnie najważniejszy.... Harry ja też cię kocham. Dziękuję.- Gdy Harry usłyszał moje słowa od razu się odwrócił i uśmiechnął a ja do niego.
-Przepraszam bardzo ale pani musi już wyjść.- powiedziała pani lekarz.
-Do zobaczenia jutro Harry- pocałowałam go w policzek
-Pa Miley- wyszłam z sali i nagle pojawił się policjant
-Możemy panią prosić na rozmowę?- no to pięknie....

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pomimo że nie było 5 komentarzy :ccc to dałam ten rozdział. Czy ktoś czyta wogule moje opowiadanie??? :ccc
Następny rozdział pojawi się w sobotę!!!

4 komentarze:

  1. Oczywiście że czyta ja to czytam i każdego dnia czekam na kolejny rozdział.
    O matko to było cudowne, trzęsłam się czytając to !!
    Ps. Dopiero wieczorem czytam i komentuje, ale zzawsze to robie ;)
    Weny życzę czekam do soboty ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czytam i jestem wprost zadowolona jeśli chodzi o tą akcję, choć znając mnie już bym kogoś uśmierciła :D ale rozdziałek super, tylko błagam cię kobieto nie strasz tak ze śmiercią :D pozdrawiam Caroline ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Iwa... Czy ty aby przypadkiem nie przesadzasz? Twoje opowiadania pełno osób czyta, a moje? Prawie nikt. Powinnaś się cieszyć tym co masz. :c A tak wogóle to... ZAJEBISTY rozdział *o* NIGDY MNIE TAK WIĘCEJ NIE STRASZ XD

    OdpowiedzUsuń