piątek, 6 marca 2015

Rozdział 22

*Harry*

Tak bardzo się cieszę że odzyskałem moją Miley. Właśnie. Moją. Ona jest moja. Nie pozwolę nikomu jej skrzywdzić. Ona ma być szczęśliwa. Serce mi pęka kiedy widzę że płacze lub jest po prostu smutna. Szczerze? To bardzo szybko się to wszystko stało. Nie dawno zaczęły się wakacje a my z Miley już się bardzo kochamy. Czuję się jakbym ją znał od bardzo dawna.
- Kocham cię- powiedziałem do niej drugi raz. Mógłbym tak bez przerwy do niej mówić.
-Kochanie ja ciebie też bardzo bardzo bardzooo kocham!- powiedziała śmiejąc się do mnie. A ja się uśmiechnąłem
-Zostań dzisiaj ze mną tu w moim pokoju. Chciałbym posiedzieć z tobą sam.
-Okey- powiedziała i uśmiechnęła się do mnie. Ona ma prześliczny uśmiech. Naprawdę. Piękniejszego nie widziałem. Położyłem się na łóżku a Miley obok mnie. Swoją głowę oparła o mój tors. A ja ją otuliłem ramieniem.
-Harry??
-Tak skarbie?
-Czy... ty do mnie przed chwilą powiedziałeś... skarbie?- zapytała się i uśmiechnęła
-No tak. Bo ty właśnie jesteś moim skarbem. Tylko moim.- powiedziałem na co jej poleciała mała łezka po policzku- Hej.. co się dzieje?
-Nic.. to tak z wzruszenia. Nikt mi tak nie mówił.. Nawet Bill..- od razu napięły mi się mięśnie kiedy usłyszałem te imię. Miley to zauważyła- Przepraszam nie powinnam..
-To nie twoja wina- uśmiechnąłem się do niej.- A tak właściwie... to co mi chciałaś powiedzieć ?
-Emm... kiedyś jak jeszcze nie byliśmy razem.. To mi się śniłeś.. I to był taki.... jak dla mnie piękny sen... Ale... pewnie nie realny...
-Jaki sen? Dlaczego nie realny?
- Tylko się nie śmiej
-Obiecuję
-Mieliśmy... ślub- powiedziała a ja to trochę się zszokowałem. Chociaż... mi by też się on podobał..
-Dlaczego... nierealny?-no właśnie... Powiedziała że NIE realny...
-Bo pewnie ci się znudzę kiedyś.. Znajdziesz kiedyś ładniejszą, chudszą dziewczynę która będzie o wiele lepsza ode mnie. Ja jestem tylko zwykłą dziewczyną...- No to teraz się zdziwiłem. Ona myśli że ja należę do tych którzy patrzą na wygląd a nie na charakter? Że niby ja mam mieć tą "idealną" szczupłą jakąś laskę?
-Miley... Ty jesteś moim ideałem. Ja nie potrzebuję jakieś dziewczyny która jest modelką. Ja potrzebuję drugiej połówki która będzie mnie kochać, rozumieć. Z którą mogę się powygłupiać, wyżalić się. I tą drugą połówką jesteś ty. To z tobą czuję się świetnie. To ciebie kocham i będę kochać. I nie jesteś brzydka. Jesteś piękna i atrakcyjna. Ale najbardziej cenię u ciebie ten twój charakter. Kocham cię taką jaką jesteś.- powiedziałem i pocałowałem jej czoło. Widziałem jak znowu otarła łezkę.
-Harry.. To było piękne co powiedziałeś. Ja.. wcale się nie spodziewałam że tak o mnie myślisz.. Tak bardzo cię kocham Harry.- powiedziała i mnie pocałowała. To był... delikatny piękny pocałunek...
-A tak właściwie... To jak ten nasz "ślub" wyglądał?- zapytałem się po pocałunku.
- Ja byłam ubrana w piękną, białą, długą suknię. Moje włosy były zapięte w kok a w nim przyczepiony welon. Delikatny makijaż. Ty stałeś przy ołtarzu czekając na mnie. W czarnym garniturze, w pięknym uśmiechu. Był moment kiedy powiedzieliśmy "tak"... No i tyle bo musiała mnie Lily obudzić.- wyobrażałem sobie taką Miley.. Była by piękna. Oczywiście teraz też jest ale... Jakbym ją tak zobaczył... To bym pękał z dumy że mam taką dziewczynę.
-Rzeczywiście piękny... No ale myślę że nasz prawdziwy będzie jeszcze piękniejszy.
-Zaraz zaraz zaraz... Powiedziałeś że .... nasz... prawdziwy?- właśnie się skapnąłem co przed chwilą powiedziałem. No bo co? To właśnie z Miley chcę żyć.
-Mmm... no tak. Kocham cię i to z tobą chcę żyć wiecznie. Jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko. Nie żeby coś ale na razie to nie są oświadczyny - zaśmiałem się- To musi być wyjątkowa chwila...
-Harry... wiesz że ja z tobą też chcę mieć te długie szczęśliwe lata? Kocham cię- ona.... też tego chce.. To chyba cud że w moich ramionach leży mój kochany skarb.
-Ja ciebie też kocham- pocałowałem ją. I nagle drzwi od mojego pokoju się przewróciły a na nich leżał Niall. Zabiję
-Co ty odwalasz?!- zapytałem prosto z mostu i wyszedłem z łóżka a Miley usiadła i się śmiała.
-Louis mnie popchnął i.... tak jakoś.
-Nie trzeba było mi zabierać marchewek kiedy byłem głodny!- krzyknął Lou a Miley się coraz bardziej śmiała no a co ja miałem powiedzieć? Mi drzwi rozerwali
- Durnowate małpy- powiedziałem a Miley się jeszcze głośniej śmiała
-Hazza... Bo wiesz że ja tak samo myślałam o Louisie- powiedziała po chwili a ja się zacząłem z nią śmiać
-Że co?!- krzyknął Lou.
- A to że idziesz teraz do sklepu i kupujesz mi nowe drzwi!- krzyknąłem prosto w jego twarz udając poważnego i wkurzonego. Jak widziałem jego minę to myślałem że pęknę ze śmiechu.
-Ale Harry, spokojnie- jeszcze chwilę tak na niego patrzałem i wybuchłem ogromnych śmiechem a Miley za mną. Louis stał i się na nas patrzał jak na idiotów.
-No żartuję - zaśmiałem się do niego a ten się na mnie rzucił przez co wyleciałem na podłogę. Jęknąłem z bólu bo poleciałem na plecach.
- Loui kochanie ty moje chodź tylko.- czy ja słyszałem... LOUI?! KOCHANIE?! Popatrzyłem się szybko na Miley na co ona wyszła z pokoju a ja leżałem, patrzyłem na nich z wielkimi oczami i co jeszcze....To zrobiłem się zazdrosny...
-Ałaa!- usłyszałem krzyk z korytarza wstałem i poszedłem w kierunku krzyku. Pękłem ze śmiechu jak zobaczyłem Louisa który leżał na podłodze.... na mokrej podłodze.... i próbował wstać. A Miley stała i się zwycięsko uśmiechała.
-No "kochanie" musisz uważać bo coś nie trafiłeś do celu.- powiedziała i poszła w moim kierunku łapiąc mnie za rękę oraz ciągnąc do mojego pokoju.
- Co to miała być za sytuacja z tym kochaniem?- zapytałem.
-No chyba nie jesteś zazdrosny Harry?- Ja? Nie... może trochę?
-Nie....
-Harry.. Nie masz o co.
-Mam. O ciebie
- Harry. To ciebie kocham. Louisa traktuję jak bliskiego przyjaciela. Nic więcej. To miało być takie małe przedstawienie.- powiedziała i mnie pocałowała.
-A tak właściwie.. to co zrobiłaś że tak uśmierciłaś tego biednego Louisa?- zapytałem śmiejąc się
-No wiedziałam że jak będę się podlizywała i pójdzie za mną. A on tak się wlókł że zdążyłam na podłogę wylać olejek do ciała. No... i tak stoję a ten idzie i.... łubudubudu! Hahahahaha- powiedziała i się zaczęła śmiać. Ja też. Nie spodziewałem się tego że moja dziewczyna jest taka sprytna! Anim się nie obejrzałem była godzina 19:00. Chciałem się czegoś zapytać Miley jednak się bałem..
-Emm... Miley?
-Tak kochanie?- powiedziała do mnie kochanie.. Jak ja ją kocham
-Czy..... Zamieszkasz tu z nami.. Ze mną?
-A chcesz tego?
-No pewnie że tak.
-Skoro tak... To czemu nie- powiedziała i się uśmiechnęła a ja ją przytuliłem
- Tylko bym musiała jechać po rzeczy do domu. Podwieziesz mnie?
-Jasne chodź. Ale czekaj czekaj czekaj... Będę musiał poznawać twoich rodziców?
-Tylko mamę. Ale ona cię polubi. To dzięki niej też się tu zjawiłam.- Wow. Okey. Nie spodziewałem się tego. Widocznie będę miał fajną i miłą teściową. Zaraz. CO?! Harry weź przestać cały czas myśleć o tym ślubie do jasnej cholery!
Jesteśmy na miejscu. Kurcze stresa to ja mam. A co jeśli mnie jej mama nie polubi?
-Miley może ja poczekam na ciebie w samochodzie?
-Zapomnij. Idziesz ze mną.- nosz kurde. Czy ona w ogóle wie jak jak się boję?! Weszliśmy do środka
-Mamo?- krzyknęła Miley do pomieszczenia. Nagle pojawiła się od niej mama. Serce mi podskoczyło do gardła.- To jest Harry, Harry to jest moja mama.- Przedstawiła nas Miley.
-Miło mi panią poznać- powiedziałem i się uśmiechnąłem do jej mamy. Co mnie zdziwiło odwzajemniła uśmiech.
-Witaj Harry. Co was tu sprowadza?
-Przyjechaliśmy po moje rzeczy. Przeprowadzam się do chłopaków.
-W porządku. - powiedziała mama Miley a my poszliśmy do jej pokoju pakować jej rzeczy. Ona zaczęła a ja się rozłożyłem w jej łóżku
- A co ty robisz?- zapytała się mnie Miley
-Leżę- powiedziałem udając powagę
-No ty chyba sobie żartujesz. Wstajesz w tej chwili i mi pomagasz bo jak nie...
-Bo jak nie to co? Nic mi nie zrobisz kochanie.- wstałem i wymruczałem jej to. Zacząłem całować jej szyję. Nagle się otworzyły drzwi. Ja momentalnie odskoczyłem od Miley.
-Przyniosłam wam herbatę.
-Dziękuję mamo- powiedziała Miley cała czerwona. Jej mama wyszła a ja zacząłem się śmiać.
-No i z czego się śmiejesz?- zapytała się Miley trochę rozbawiona.
-Z nas koteczku. A teraz chodź się pakować bo chcę cię dla siebie.
-No a chłopaki?
- Pójdziemy do naszego pokoju
-Naszego?
-No tak. Mieszkasz u nas i mój pokój to teraz nasz pokój- powiedziałem i cmoknąłem w usta. Po 30 minutach Miley była spakowana. Gdy mieliśmy wychodzić Miley żegnała się z jej mamą.
Weszliśmy do domu. Oczywiście wszyscy się rozłożyli na kanapie jak nie wiadomo kto.
-Harry wstawiliśmy ci te drzwi jeszcze w twoim pokoju.- powiedział Niall
-Okej, dzięki. Idę z Miley na górę.- powiedziałem i poszedłem z Miley tam gdzie powiedziałem.
-Mogę iść się wykąpać?- zapytała po chwili
-A po co się pytasz?- zaśmiałem się- To też twoja łazienka więc rób co chcesz- powiedziałem i się uśmiechnąłem a Miley poszła do łazienki. Położyłem się na łóżku i czekałem na moją piękność. Ale chyba mi się to znudziło bo szybko zasnąłem...

Obudziłem się i nie było obok mnie mojej dziewczyny. Spojrzałem na zegarek była godzina 10:37. O kurde. To ja się nie dziwię że nie ma tutaj Miley. Zeszedłem na dól do salonu. Na kanapie siedzieli Liam, Niall i moja kochana.

*Miley*

Wstałam o 10:00. Teraz siedzę z chłopakami i oglądamy TV. A co do Harrego. To naprawdę moje uczucia co do niego o wiele więcej się wzmocniły niż przedtem. To co mi mówił. Co o mnie myśli. To były takie piękne słowa. Piękniejszych nie słyszałam. Nagle poczułam coś miękkiego na policzku. Harry.
-Witaj skarbie.
-Heej. Zasnąłeś mi wczoraj.
-No tak. Przepraszam.- powiedział i pocałował moje usta.
- Ekhem. Jesteśmy tu- powiedział Niall a ja się zaśmiałam- Co dzisiaj robicie?
-Właściwie nic- odpowiedziałam- Ej mam pomysł. Może zaproszę do nas Lily?
-Okey- powiedział Liam a ja poszłam po telefon by do niej zadzwonić. Odebrała nie mal od razu
-No hej stara co tam?
- Przychodzisz dzisiaj do nas- zamiast pytania to wydałam rozkaz
-Eee.. że do ciebie czy do chłopaków?
-Do chłopaków
-Nie jestem tam potrzebna
-Dlaczego?
- Louisowi to się nie spodoba i tyle.- była tak jakby.. Wkurzona?
-Niby dlaczego?
- Bo mnie wkurza. Pewnie ja jego też... Ostatnio się częściej kłócimy co siebie widzimy. Nie mam ochoty się z nim widywać- ulala coś tu jest nie tak...
- A wy jesteście razem że tak gadasz?
-No co ty?! Chyba ciebie coś!
-Sorki. Ale przyjdź dla mnie proszęęęę!!
-No ok....
-Dzięki dzięki dzięęęki przyjdź teraz. już NOW! - krzyknęłam i się rozłączyłam. Zastanawiałam się o co chodzi między Lou a Lily...
-I co?- zapytał Harry
-Zaraz będzie
-Kto?- o kurcze. Lou się obudził. I co ja mu powiem?
-Emm Lily...
- Co?!- wyglądał na trochę zdenerwowanego.... Nawet nie trochę...
-Lou możemy pogadać?- zapytałam się jego i poprosiłam iść do kuchni bo tam mogliśmy być sami.
-O co chodzi między tobą a Lily? Gadałam z nią to też nie było zbytnio zadowolona z tego przyjścia. Co jest?
- Pamiętasz jak się przespałem z nią?- kiwnęłam głową- To od tego momentu się kłócimy. Wydzieramy się na siebie. Wkurza mnie i tyle.- O kurde. Nie spodziewałam się tego.
-Lou, proszę cię bądź dla niej miły
-Co?! No chyba nie.
-To przynajmniej nie komentuj i nic nie rób.
-Postaram się- westchnął. Rozległ się dzwonek. Poszłam otworzyć. W drzwiach zauważyłam Lily która już nie była blondynką. Swoje włosy zafarbowała na jasny brąz, taki kasztan coś w tym stylu. Ładnie jej tak.
-Heej moja pięknisio- pierwsza się przytuliłam do niej- Ślicznie wyglądasz
-Dziękuję. Ty też niczego sobie.- powiedziała i się zaśmiała. Jednak po chwili jej twarz mówiła co innego. Była zdenerwowana. Zerknęłam na Lou który nie był lepszy.
- Hej Lily- powiedzieli wszyscy do niej oprócz Lou. Coś czuję że tak miło to tu nie będzie.
-To co robimy?- zapytał Zayn.
-Może jakąś małą imprezkę?- zapytał Niall
-Pewnie.- wszyscy potwierdzili a ja spojrzałam na Harrego
-Spokojnie nie będę pił- powiedział do mnie lekko się uśmiechając. A ja poszłam i się do niego przytuliłam.
-Jeśli nie chcesz tu siedzieć możemy iść na górę.- powiedziałam
-Nieee, w porządku- uśmiechnął się do mnie a ja go pocałowałam.
Właśnie siedzę sobie na kanapie z Harrym i Lily. Część tańczy, część pije. Jest różnie. Przyjechały również Danielle i Perrie.
-Pójdę do kuchni się czegoś napić zaraz przyjdę- powiedziała Lily i poszła.

*Louis*

Siedzę w kuchni. Nie mam ochoty tam siedzieć z NIĄ. Denerwuje mnie.  Co z tego że była tam jedna noc razem. Teraz to po prostu z nią nie wytrzymuję. Nagle ktoś przyszedł. No jej tutaj brakowało! Spojrzała na mnie a następnie poszła sobie czegoś nalać do szklanki.
-Po co tu przyszłaś?
-Przyszłam tu dla Miley nie dla ciebie.
-No co ty nie powiesz- odpowiedziałem chamsko. Nie mam zamiaru być dla niej miły
-Zamkniesz się w końcu czy nie?!- podniosła głos. No to chyba zabawa się zaczyna...
-Yyy nie?- zaśmiałem się, widziałem jak Lily się coraz bardziej denerwowała.
- Kretyn
-Ja?? A kto się robi za "plastikową lalę"?
- Ja w przeciwieństwie do ciebie jakoś wyglądam nie to co ty
-Hahah jaka skromna się zrobiła
- Ale nie taka głupia i durna jak ty
-Co powiedziałaś?!- tym razem się wkurzyłem mega.
-A co? Nie słyszałeś? To już nie mój problem!
- Wiesz jaki jest twój problem? To że jesteś nie do wytrzymania, upartą, głupią..
-DOSYĆ TEGO!

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Macie tu 22 :). Jest tu więcej z perspektywy Harrego jak widać.
Wiem że teraz będę wredna dla was ale nie dodaję następnego rozdziału dopóki nie będzie pod tym 4 komentarze. Przepraszam ale nie mam innego wyboru. Komentują mi tylko z 1,2 osoby a wyświetleń mam trochę. A więc to od was zależy czy będzie następny rozdział czy nie.

1 komentarz:

  1. Meeeega ;3
    Kochana, będę tęskniła za twoimi rozdziałami, nie będę miała co czytać :c Pozdrowionka i całuski :*

    OdpowiedzUsuń